Research on Tourism in Chania

Very interesting research has caught my eye recently in the local newspaper Xaniotika Nea. 

Since there are many people into the subject , I thought I could make a little insight of what it states based on the University of Crete and Technical University of Crete. 

It is something that most people working in tourism in Chania know and face daily. It is also something that refers to locals' complaints and difficulties. 

The good news is that on the top of tourists' appreciation stands Cretan/Local hospitality. It is a great satisfaction to hear that others recognize such simple but such rare in other places element. This is why so many people love coming back to Chania and to Crete. They feel they've made friends here and that is so true. The owners of hotels, taverns, cafes wait for their foreign guests each year. They honestly wait for the summer reunion! They are frankly interested in how things are in Sweden, Poland, Russia, USA etc. They remember how many kids you have, what your job is. They welcome you with a smile and pure enjoyment! If you enter their business they treat you like you enter their home! I am so glad to read that tourists see it and emphasize the importance of a daily Cretan smile. Well, no one likes their holidays with a stone face receptionist or angry waiter, right? 

Right after the hospitality, the top ones are also:

- satisfaction from hotel/accommodation base

- food and service in taverns and restaurants. 

What is still on the bottom of the list and makes people unhappy this is, of course, our local/Chania infrastructure. The roads, signs are tourists unfriendly, but believe me, they are the hassle for all of us who live here permanently. Hopefully, with the new Chania airport rebuilding and becoming more modern, some of the conditions will happen to be more positive soooonnnn!!!!! And I am still counting on more descent sidewalks where people (tourists and locals) will enjoy a safe walk or jogging.

As per the research, the most popular destinations in Chania area are:

1. Elafonisi Beach

2. Museums

3. Balos (that honestly this year barely avoided sinking from the amount of visitors..!)

4. Knossos

5. Falassarna (not my top beach, but people find the long coastal beach behind Kissamos very appealing)

6. Samaria (well, that one is a little bit demanding with its more than 19 km walk through hot stones)

Among most common souvenirs/products purchased by tourists, it is olive oil and wine. Second place take: cheese (Cretan cheese Graviera with its solid structure is also easy to transport), honey (excellent with thyme!), raki (called in Crete tsikudia) and soaps made of olive oil.

It is also very interesting to read that on avarage, majority of tourists spend from 60 to 80 euro per day, mainly in tavernas and coffee bars.

Well, gastronomy it is a pure speciality of this place! Food is on each corner so definitely you will not leave from Chania being hungry!

What I can say, hopefully next year a little bit better on infrastructure and more diversified if it comes to popular destinations!

See you again in Chania!


Przegladalam sobie ostatnio lokalna gazete Haniotika Nea i bardzo ciekawe badanie opinii wsrod turystow odwiedzajacych Chania przykulo moja uwage.

Poniewaz sporo osob jest zainteresowanych tematem, pomyslalam sobie, ze moge w skrocie napisac co wyszlo z tych badan przeprowadzonych przez Kretenski Uniwersytet i Kretenska Politechnike.

Generalnie wyszlo to o czym my, pracujacy w turystyce wiemy i z czym mamy na codzien do czynienia. Dotyczy to rowniez kwestii, ktore tak jak dla turystow tak i dla osob zamieszkujacych Chania sa problematyczne i uciazliwe.

Dobra wiadomosc to taka, ze na pierwszym miejscu turysci najbardziej cenia sobie Kretenska/lokalna goscinnosc. To bardzo budujace slyszec, ze ludzie doceniaja te ceche, jakze rzadka ostatnio w innych miejscach na swiecie. Dlatego tyle osob ponownie przyjezdza na wyspe. Maja poczucie, ze tutaj pozostawiaja przyjaciol, ktorzy czekaja na ich powrot w kolejnych latach. Ci wszyscy wlasciciele tavern, hoteli, barow szczerze interesuja sie jak sie zyje w Szwecji, Polsce, Rosji, USA itd. Pamietaja czym sie zajmujesz, ile masz dzieci. Jesli przekraczasz prog ich sklepu, rodzinnego biznesu to tak jakbys zostal zaproszony do nich do domu. Cieszy mnie, ze turysci doceniaja i podkreslaja wage Kretenskiego usmiechu, tak od serca. No, bo kto lubi patrzec na znudzonego recepcjoniste czy naburmuszonego kelnera podczas wlasnych wakacji?

Zaraz po goscinnosci wysoko cenia sobie rowniez warunki i serwis w hotelach jak rowniez w tavernach.

Niestety na samym koncu listy wciaz znajduje sie Kretenska/Chania infrastruktura. Ludzie nie sa zadowoleni ze stanu drog, oznakowan, ktore i dla mieszkancow sa klopotliwe w wyspiarskiej codziennosci. Miejmy nadzieje, ze teraz kiedy rozbudowuje sie i jest modernizowane lotnisko w Chania, juz wkrotce ten element bedzie bardziej efektywny i przyjazny dla wszystkich. A ja wciaz licze na lepsze lub po prostu chodniki, gdzie bedzie mozna bezpiecznie pospacerowac czy pobiegac.

Wracajac do badania, to ulubionymi miejscami w okolicach Chania w tym roku byly:

1. Plaza Elafonisi

2. Muzea

3. Balos (ktora az dziw, ze nie utonela od ilosci osob, ktore w tym roku odwiedzily te plaze)

4. Knossos

5. Falassarna (nie nalezaca do moich ulubionych plaz, ale rozumiem, ze moze kusic te dlugie wybrzeze zaraz za Kissamos)

6. Samaria (nieco meczaca wycieczka biora pod uwage, ze trzeba isc ponad 19 km wsrod rozpalonych skal i kamieni)

Jesli chodzi o pamiatki, najchetniej kupowane produkty w Chania, pierwsze miejsce zajela oliwa z oliwek i wina. Na drugim miejscu uplasowaly sie sery (Kretenski ser Graviera dzieki swojej "zbitej" konsystencji jest tez latwy w transporcie), miod (wysmienity z tymiankiem), raki (na Krecie nazywana tsikudia) i mydelka z oliwy z oliwek.

Interesujace sa tez szacunki, ze srednio turyscie wydawali od 60 do 80 euro dziennie, glownie na posilki w tavernach czy kawiarniach.

No coz, gastronomia to specjalnosc tego miejsca. Na kazdym rogu mozna znalezc cos na zab. Na pewno nie wyjedziecie z Chania glodni!

Coz moge wiecej napisac, chyba tylko tyle, ze miejmy nadzieje na lepsza infrastrukture w nastepnym roku i moze jeszcze wieksza ciekawosc turystow, zeby schodzic z juz udeptanych szlakow i poszukiwac miejsc na Krecie pieknych ale dzikich, niepowtarzalnych.

Do zobaczenia za rok!

 

 

 

First rain drops...Zorba's hug

Summer got late this year and it was like a blink, it finished so quickly when the first rain fell.  It started shyly to bring a wall of water the day after. It was only in the middle of June when we said goodbye to strong and chilly winds.

Since now the evenings will remind us about the forthcoming autumn touching arms with their humid aura. Land will cool down and to sit on verandas we will have to put on light robes.

It was a weird summer. Busy, in a rush, with those few evenings on the beach. I was missing this Mediterranean laziness, this longer relaxation. There were no days to simply lie down on the sand and fry the pale face.

It was a summer from the view of air-conditioned office and with lots of strong willingness not to collapse on the couch, but get the beach bags together and escape to the seaside at least for a moment. Afterwards, by night, we were washing out all this beach sand, shower and that was it! The end of our day.

If there was som free time I was spending it on my lovable beach and I wouldn’t be myself if the first storm didn’t meet me at Stavros. The smell of wet beach sand reminded me that there is still some time to catch the atmosphere of summer evenings. We escaped to Zorbas tavern and under the roof of fresh, dark grapes, sipping white homemade wine, munching lamb chops, we were holding to the end of summer 2014!


Spoznilo sie w tym roku lato i ani sie obejrzalam z poczatkiem wrzesnia juz przyszedl pierwszy deszcz. Najpierw niesmialo, kilka kropel, aby kolejnego dnia zaskoczyc nas sciana deszczu.  A dopiero co w polowie czerwca pozegnalismy silne, chlode wiatry.

Od teraz wieczory beda juz przypominaly o nadchodzacej jesieni, muskajac ramiona wilgotna aura. Ziemia bedzie stygla, a na werandzie trzeba bedzie zasiac w cienkim, ale w szlafroku.

To bylo dziwne lato. Zapracowane, w pedzie, z wyszarpanymi wieczorami na plazy. Brakowalo mi tego Srodziemnomorskiego lenistwa, chociaz chwili dluzszego wytchnienia. Prawie nie bylo dnia, zeby po prostu polezec na piasku, poprazyc blada twarz.

To bylo lato z perspektywy klimatyzowanego biura i duzej dawki silnej woli, zeby nie zalec na kanapie, tylko szykowac toboly i choc na chwile czmyhnac w nadmorska okolice. Potem, juz noca, obmywalismy sie z piasku, toaleta i koniec dnia.

Jesli byl, wolne chwile spedzalam na mojej ukochanej plazy i nie bylabym soba, gdyby pierwsza zawieruha nie spotkala mnie na Stavros. Wraz z zapachem mokrego piasku od tych pierwszych po suszy kropli deszczu, dotarlo do mnie, ze jeszcze czas lapac letnie wieczory. Skrylismy sie u Zorbasa i pod dachem ze swiezych, ciemnych winogron popijalismy biale wino, przegryzalismy baranie zeberka i lapalismy te koncowke lata 2014!

  

Let it go, let it go, let it go....

What would you like to change in this new year?

2014 is already here, still bringing some tiredness of the last 12 months.

We had many ups and downs, the old friendships finished, some new came up. Another year of many precious lessons went by.

We still learn how not to be spoiled by the bad moments and let it go. Lesson of forgiveness is a tough one!

May we all stay in peace and harmony!

Happy New Year to all our friends and enemies:)!


Co byscie zmienili w tym nowy roku?

Mamy juz 2014, ale zmeczenie ostatnich 12 miesiecy jeszcze nie ulecialo.

Bylo sporo wzlotow i upadkow, stare przyjaznie sie rozwialy, przybylo nowych przyjaciol. Skonczyl sie rok, pelen wielu cennych lekcji.

Caly czas sie uczymy jak nie dac sie zlym momentom i po prostu sobie odpuscic. Lekcja wybaczania to jedna z najtrudniejszych lekcji!

Zebysmy trwali w spokoju i harmonii!

Szczesliwego Nowego Roku dla wszystkich naszych przyjaciol i wrogow! (sic!)



Christmas and nostalgy

Foggy, dark grey sky. Some rain, some drizzle, some sun and a lot of winter humidity. Christmas aura typical for Crete.

It is even better that the weather is less social, you can finally enjoy your home's corners.

Like all years when we are at home for Christmas, there is a fresh xmas tree decorating our living room. We hang ornaments collected through the years. It is a tradition to buy a new piece each year! We never go for styling, all colors play their role on our tree branches.

We celebrate from the 24th of December so it is a Polish tradition. Each year, when on the island, I prepare some Polish dishes specially for this day, the dinner is called WIGILIA. Before a modest menu, we share and exchange wishes with "holy wafer" called oplatek. It is a time of forgivness and deep thinking...no wonder we all Poles are very touchy about this day!;) And after, we eat:

There are many other plates missing and as usually a big part of our family! That is why this time is for me very melancholic and it always gets to me how fast another year went by. Sometimes it needs a lot of determination to keep the tradition and sustain the atmosphere far away from its original roots (that is delicatelly what I have to say, feeling kind of tired each time due to the responsibility that it is me who has to keep on doing it!...My Mama is not around to take it on her shoulders, so me, junior mama plays the role;)

After dinner we open some of the gifts but a big part waits till the 25th morning..that is an American element of our home tradition. Greeks mostly wait till the New Year.

On the 25th, we also eat some meat and that is it!

Greek thing at our holidays is usually presence of 2 kinds of cookies: melomakarona and kourabiedes (tasty!) and sometimes opening the doors for carol singers (singing joyfully one cheerful song!)

I think it is time to slowly start summarizing 2013!!!

 


BOZE NARODZENIE I NOSTALGIA

Szare niebo jak za mgla. Raz pada, raz mzy, raz wyjdzie slonce, ale generalnie sporo wilgoci. Aura typowa dla Kretenskich Swiat Bozego Narodzenia.

W sumie to nawet lepiej, ze pogoda jest malo towarzyska, mozna sie zaszyc w domowych pieleszach.

Jak co roku salon zdobi swieza choinka przystrojona swiecidelkami zbieranymi przez wiele lat. Mamy taka tradycje, ze co roku dokupujemy jedna bombke. Jakos nigdy nie bawimy sie w dizajny, po prostu wieszamy po kolorowemu.

Zaczynamy swietowac od 24 grudnia, czyli zgodnie z Polska tradycja. Kazdego roku, jesli tylko jestesmy na wyspie, przygotowuje kilka tradycyjnych dan i zasiadamy do Wiliglii. Przed raczej skroma kolacja, dzielimy sie oplatkiem. Czas wybaczania i glebokiej refleksji...nic dziwnego, ze my Polacy jestesmy przeczulenie na punkcie tego dnia. No, a potem jemy:

Nie ma wielu dan i nie ma tez duzej czesci naszej rodziny. I zawsze dopada mnie wtedy melancholia i poczucie jak szybko ten kolejny rok uplynal. Czasami na prawde trzeba sie w sobie zawziac, zeby te tradycje kontynuowac z dala od domu (i ujmujac temat delikatnie, czuje sie zmeczona, ze to ja jestem za to odpowiedzialna, bo mama daleko a ja jestem teraz junior mama:)

Po kolacji otwieramy prezenty, ale wieksza ich czesc czeka do ranka dnia nastepnego....to nasz Amerykanski akcent w naszej domowej tradycji, bo Grecy dopiero na Nowy Rok otworza podarki.

25 grudnia jemy mieso i to by bylo w sumie na tyle.

Gdyby patrzec na Grecja tradycje swiat Bozego Narodzenia to mysle, ze moglibysmy sie spokojnie opedzic dwoma rodzajami kruchych ciasteczek: melomakarona i kourabiedes i wysluchiwaniem jednej koledy spiewanej przez kolednikow.

No tak, chyba czas zaczac podsumowywac rok 2013!

Mama Leo - meeting with a little terrorist

My blood pressure went skyrocketing today! Situation I have not realized would come so soon, though I know it will happen in the future, no doubt about it!

On a lovely, sunny afternoon, we headed to the municipal park of Chania. They have a playgroud there, being used as a boxing ring for some, as we were supposed to discover!

Lots of kids and brats! Some of them were going crazy, some of them were walking peacefully. Those few square meters of playing space were entirely packed. Anxious  parents accompany their offsprings, the rest drinks their coffee, glancing from time to time. There are also some parents pretending to be singles. They enjoy their coffee while their little diavoloes are bullying the whole environment. As I see it, they have nothing against if some strangers will have a lesson of good behavior with their little bullies!

There is this little boy in the crowd of playing kids. He looks around and he cannot decide who's gonna be his next victim ( this is what I find a little bit later!). I can see he is having an argument with a little girl who cries and escapes. Must be a sister, I think, having a fight with her bro.

Suddenly, the little boy appears in front of my daughter. He grabs a big, rubber ball and he's aiming at Penelope's head. Bam, the ball hits her arm. Politely, I'm asking him to play like the rest of kids. That is when another wave of aggression arrives. He takes a bigger ball and aims straight at my daughter's head. This is when he manages! While I'm taking to him ...bam, another ball flies towards my girl. She leaves but suddenly...

The brat approaches her, grabs her small head and pushes her towards iron posts of playground swings!  

And me? I'm totally shaking and screaming "Where are your parents???!!!!" and..... (what would you do?)  

The brat's eyes pop out and claims he has no parents. His mother sneaks in at some point so I would not see her! Other parents? Blind, deaf!  

The brat calms down to the point that at least he is not trying to hit other kids' heads!  

Who was it? The child of Greek crisis??? 

 


Alez mi sie dzisiaj cisnienie podnioslo! Sytuacja z ktorej chyba jak do tej pory nie zdawalam sobie sprawy, ze bedzie miala miejsce tak szybko. A przeciez jeszcze nie jeden raz sie cos takiego zdarzy.  

W te piekne, sloneczne popoludnie wybralysmy sie do parku. Jest tam taki plac zabaw, ktory jak sie okazuje co dla niektorych dzieci sluzy za ring bokserski, o czym mialysmy sie wkrotce przekonac.  

Sporo dzieci, albo bachorow! Jedne sie wsciekaja, drugie chodza jak trusie, te kilka metrow kwadratowych wypelnionych po brzegi. Co przezorniejsi rodzice towarzysza swoim pociechom, reszta pije kawe, ale zerka. Sa tez tacy, ktorzy udaja, ze dzieci nie maja i popijaja kawe podczas kiedy ich dziecko terroryzuje otoczenie. Rozumiem, ze ci rodzice nie maja nic przeciwko temu, zeby obcy ludzie, jak trzeba, wychowali im pocieche!

W tym tlumie jest chlopiec. Rozglada sie, oko mu lata i nie moze sie zdecydowac kto bedzie jego dzisiejsza ofiara (uzmyslawiam sobie to dopiero po chwili!). Widze, ze przepycha sie z mala dziewczynka, ktora placze i ucieka. Mysle sobie, ze to moze siostra i tak sobie po bratersku daja kuksance.

Nagle chlopiec materializuje sie kolo mojej corki. Bierze duza, gumowa pilke i probuje wcelowac w glowe Penelopy. Bam, pilka obija sie o ramie. Prosze go grzecznie, zeby bawil sie jak inne dzieci. W nim wzbudza to kolejny przyplyw agresji. Wybiera jeszcze wieksza pilke i znowu celuje prosto w glowe mojej corki. Tym razem trafia. Znowu tlumacze, ze tak nie mozna. A on za pilke i bam! Penelopa oddala sie w kierunku hustawek i nagle...

Chlopaczysko podbiega, lapie za mala glowke, ktora popycha razem z calym cialem na metalowe prety hustawki.  

A ja? Az sie w srodku trzese i krzycze!!! "gdzie sa twoi rodzice"! i.....(a co wy byscie zrobili?)

Chlopaczysko wybalusza oczy i twierdzi, ze rodzicow nie ma. Mamusia w ktoryms momencie materializuje sie , ale tak, zebym nie widziala. A reszta rodzicow??? Niewidomi, niemowy!

No, bo przeciez ich dzieciom nic sie nie stalo.  

Chlopaczysko uspokaja sie. I chociaz dobre to. Przynajmniej juz nikogo do naszego wyjscia po glowie nie chce bic!  

Kto to byl? Dziecko Greckiego kryzysu? 

My earthquakes

Rocks on Stavros beach

 "How have you been? It has been a little bit shaky recently, hasn't it?" - most of my friends ask, but me...as in most cases, I am not really a part of this experience.

It's been a while after the last quite serious earthquake, but somehow I missed it again. We were walking along the coast, feeling tiny waves touching our feet. In a mean time, grandma enjoyed the warmth of October sea. Only on our way  to the towels, we heard anxious voices of people calling and asking their families if there were no victims back home. Earth was shaken, products fell off the supermarket shelves, people ran to the streets. Us?... like we were not on Crete.

Another time, deep night silence when our balcony awning starts ringing in my dreams. "Must be this damn wind" -  dreamy thoughts come to my mind. Well, it was an earthquake, the morning news states.  

Smashed heads of those panicking and  hiding under the table, but me, either asleep or just driving, so everything moves anyway.

Since my stay on Crete, I remember only once this unpleasant feeling of moving land and intense butterflies in my stomach. Kind of like I ate some poisoned food.

Thank God, I have not too many memories like that!


"No i jak sie czujecie? Wytrzeslo was tam ostatnio, co?" - takie to zapytania kieruja w moja strone znajomi. A ja? A ja, generalnie, jak w wiekszosci przypadkow, jakbym z innej bajki byla...

Juz kilka dobrych dni po sporym trzesieniu ziemi, a ja nie wiem o co chodzi. Chodze sobie z dzieckiem brzegiem, stopy obmywaja nam niewinne fale. Babcia w wodzie rozkoszuje sie cieplym pazdziernikowym morzem. Dopiero kiedy kierujemy sie w strone recznikow slysze podniecone glosy plazowiczow, ktorzy w panice dzwonia po rodzinach czy wszyscy po drugiej stronie sluchawki ocaleli. Podobno poruszylo ziemia, w supermarketach pospadalo wszystko z polek, wygnalo ludzi na ulice. A my, jakby nas na Krecie nie bylo.

Innym razem, glucha noc a ja przez sen slysze jak balkonowa markiza dzwoni. Mysle sobie, ze to pewnie znowu te wietrzysko! Alez skad, trzesienie ziemi bylo dowiaduje sie rankiem z wiadomosci.

Porozbijane glowy tych, ktorzy w panice probuja schowac sie pod stoly, a ja albo spie, albo jade samochodem wiec i tak sie wszystko za oknem przesuwa.  

Chyba tylko jeden jedyny raz mialam wrazenie, ze sie czyms zatrulam, bo i widzialam falujaca ziemie i w brzuchu mi sie wywracalo. Bardzo nieprzyjemne doswiadczenie.

Bogu dzieki, ze jak do tej pory niewiele mam takich wspomnien z Krety.  

Beach gossips

beachwildlife.jpg

Maria has a grandfather and this grandfather has a fishing boat.  Its old, scratched, with yellow nets and it really smells fish.

Maria approaches the boat, climbs the board and we all clap.  

And now, when Penelope sees boats on the horizon, from the beach shore, she puts her hands together and makes a deaf sound out of her tiny palms.   

Fishing boat is no longer there.  

There were two couples with teenage handsome sons. Oh, how we talked for those couple of hours. They spoke English fluently and willingly ( just talking against stereotypes!). They came from Paris and they absolutely loved our Stavros beach. The only thing that surpriesed them (as most French) was the fact that so few boats sail along the the island.  

And there was a blonde who I never talked to although each time I was promising myself to ask her if she is a famous Polish actress.?..whose name I did not remember (but the face was so familiar)!.

Then we met Ana with her super cheerful birds and her husband The Lector. They really enjoyed themselves and hopefully will come back soon.  We had a chat like a mother with a mother who sometimes does not handle a pressure of being a mum. Thanks Ana (if you read this!)

Today everybody is gone and our beach seems to be empty.  

Few people sit on the wet sand. Beach trees (almiriki) drip with salty water.  

We are swimming with Sofia who has a chicken coop and her mum treats those chicken to be a chicken soup.  

Autumn is in the air ...wind brings nostalgy.  


Marysia ma dziadka i ten dziadek ma kuter. Taki stary, podrapany, z zoltymi sieciami. I jak podejdziemy do tego kutra to on bardzo pachnie rybami.  

Marysia podchodi do tego kutra, wchodzi na poklad a my klaszczemy.  

I teraz kiedy Penelopa w oddali, z plazowego brzegu widzi lodki to sklada raczki i klaszcze wydajac gluchy odglos malych raczek.

Kutra juz nie ma. 

Byly dwie pary, z roslymi przystojnymi synami. Ach jak sie "zaprzyjaznilismy" na te kilka godzin. A mowili po angielsku biegle i z checia (to tak, zeby przelamac stereotypy!). Z Paryza byli i ukochali sobie te nasza Stavrosowa plaze! Tylko, jak wiekszosc Francuzow zdziwieni byli, ze tak malo lodzi i jachtow wokol wyspy plywa.

I byla blondynka, ktorej nigdy nie zaczepilam, a za kazdym razem sobie przyrzekalam, ze sie jej zapytam czy moze jest slawna polska aktorka?... ktorej niestety imienia nie moglam sobie przypomniec (a twarz znajoma sie wydawala).

I poznalysmy Anie z jej robaczkami i przesympatycznym mezem lektorem. Bardzo im sie u nas podobalo i mam nadzieje, ze wroca i bedzie kolejna okazja do spotkania. Tak sobie pogadalysmy jak matka z matka, ktore czasami nie wyrabiaja presji bycia matka. Dzieki Anka!  (jesli to czytasz:)

A dzis wszyscy odlecieli i opustoszala ta nasza plaza.  

Kilka grupek siedzi na wilgotnym piasku. Z drzew plazowych (almiriki) scieka solona woda.  

Kapiemy sie z Sofia, ktora ma kurnik, a jej mama te kurki trach! i na rosolek.

Czuc jesien w powietrzu...powialo nostalgia.  

 

 

Postnatal notes...make it Greek

Britax.jpg

Yes, at some point, I thought I am deluding, that it must be some kind of a postpartum frustration and then I came across this text....

http://klocek-i-kredka.blogspot.com/2013/08/nie-wychowuj-mi-dziecka.html

(must read!) 

It comes to me that this is not me who is pretentious and my reactions are the natural actions that a mother takes to protect her little bird!  

For a moment I had an impression that I am surrounded by some international conspiracy , that bringing up a child in a "foreign" environment makes me paranoid, oversensitive since I am really trying to take care of my baby's Polish side...anyway, the Greek side and reality is here and it is going nowhere!

However, it isn't so obvious for some people who have probably a different plan how to bring up a baby in Greece! Beacuse if a baby's parent is Greek and in Greece (no thoughts about mother) then it has to be Greek and basta!

It is not enought that raising a child (in any country) is a tough daily job, sleepless nights, dealing with home, work...Some enjoy telling us THE TRUTH...no matter that we say "do not kick the ones who are already down".

It is not enought that every day I walk out with a stroller right in the middle of a car traffic...simply because there is not sidewalk! 

It is not enought that I barely fit or enter the shops (even the ones with children clothes) and pretentious clients (usually women) push me away from the mirror because the stroller disturbes them to see how the new bag hangs from their arm!

If it is not enough, I am also intructed which language I should talk to my own child. I even heard that Polish version of my daughter's name sounds horrible and I should not call her this way!  

I get angry, talk back or just take a baby away without saying a word. I even hear that there is no reason to talk!  (for a moment I believe so - the old good rule of propaganda - repeat a lie and it will become the truth).

I am wondering what it is all about? ..."child" xenophobia? How do you call those types of reactions? What are those people afraid of? One year old baby who will not get what they say in Greek? (I ensure you she understands both, on an excellent level).

And recently, situtation as followed: 

Walking around the neighbourhood on a pleasant September evening. Penelope visits all possible corners from which she may fall down and hit her head. So her mama says (in Polish): 

- Penelope, don't do that because you will do BAM.  

Suddenly, a person we know from living around adds: 

HER: Oh, you teach your child foreign languages? 

ME: Which foreign? This is her mother tongue.  

HER: No, no. it is foreign.  

ME: (getting the high blood pressure) This is her mother tongue!  

HER: It is foreign because you live in Greece! 

ME: (After some time of hesitation wondering wether to answer or not) I speak with my child Polish because I am Polish! If you were bringing up you child in Germany, would you talk to him/her in German?

HER: No

ME: So that is why I do not speak Greek to my child.  

And then I felt like taking my daughter and saying: "Come over dear, this lady is silly"...but I resisted... 

...let's not get used to silly behavior (sic!) 


Juz mi sie wydawalo, ze dostaje jakis urojen, ze to jakas forma frustracji poporodowej, a tu trafiam na swietny tekst.... 

http://klocek-i-kredka.blogspot.com/2013/08/nie-wychowuj-mi-dziecka.html

(absloutnie trzeba przeczytac!) 

I okazuje sie, ze nie jestem klotliwa baba z pretensjami, tylko reaguje prawidlowo jak matka, ktora chroni swoje piskle.

Przez pewien moment mialam wrazenie, ze doszukuje sie spiskowej teorii dziejow, ze moze kwestia chowania dziecka w "obcym" srodowisku sprawia, ze jestem przewrazliwiona, bo bardzo, ale to bardzo chce, zeby moje dziecko kosztowalo i uczylo sie tez wlasnej polskosci...przeciez w greckiej zyje wiec mu jej nikt nie zabierze!

Nie jest to jednak takie oczywiste dla pewnych ludzi, ktorzy chyba maja inny plan na chowanie dzieci w Grecji! No, bo jak dziecko z rodzica Greka i w Grecji (pal licho matke w ktorej grecka krew nie plynie), to ma byc po grecku i juz!  

Nie wystarczy, ze chowanie dziecka (w jakimkolwiek kraju) to codzienny trud, nieprzespane noce, uzeranie sie z domem, praca...Niektorzy maja jeszcze radoche, zeby nam przysrac...A mowi sie, ze lezacego sie nie kopie... 

Nie wystarczy, ze codziennie wychodze na spacer z wozkiem, ktory wlacza sie w ruch samochodowy, bo najzwyczajniej w swiecie chodnika brak!

Nie wystarczy, ze do sklepow (nawet z ubraniami dzieciecymi!) z wozkiem ledwo sie mieszcze, albo z pretensja pretensjonalne klientki zwracaja mi uwage, zebym sie z wozkiem od lustra przesunela, bo one musza zobaczyc, czy im nowa torebka dobrze wisi na ramieniu.

Do tego wszystkiego jestem rowniez pouczana i instruowana w jakim jezyku mam mowic do wlasnego dziecka i ze spolszczona wersja imienia mojej corki brzmi okropnie wiec zebym tak jej nie nazywala!!!! 

Reaguje piana na ustach, odcinam sie, albo zabieram dziecko bez slowa. Slysze nawet, ze niepotrzebnie sie kloce! (nawet zaczynam w to wierzyc - stara metoda propagandy, ze klamstwo powtarzane wielkokrotnie staje sie prawda, chociaz na chwile!)

Zastanawiam sie o co tym ludziom chodzi..dziecieca ksenofobia? Jak nazwac tego typu reakcje? Czego sie boja? Rocznego dziecka, ktore po grecku nie zrozumie, a po polsku tak? (zapewniam, ze w obu jezykach jest bardzo biegle!)

A ostatnio taka oto scenka rodzajowa: 

Na spacerze. Piekny wrzesniowy wieczor. Spacerujemy sobie po okolicy. Corcia zwiedza wszystkie mozliwe katy z ktorych moze spasc i sobie rozbic glowe wiec mamusia mowi (po polsku): 

-Coreczko, nie rob tak, bo bedzie bam

Na to spotkana znajoma (siodma woda po kisielu) komentuje: 

- A to Pani uczy dziecko jezykow obcych?

Ja: - Jak to obcych? Przeciez do dziecka zwracam sie w jego wlasnym jezyku.  

Ona: - No nie, w obcym.

Ja:  (Juz z podniesionym cisnieniem) - To dziecka jezyk ojczysty! 

Ona: -No obcy, bo w Grecji mieszkacie!  

Ja: (po chwili wahania, bo mialam sie nie odzywac!) - Mowie do dziecka po polsku, bo jestem Polka! A jak Pani swoje dziecko by chowala np. w Niemczech to po niemiecku by Pani do niego mowila?  

Ona: - No nie! 

Ja:  - No wiec ja tez do dziecka po Grecku nie mowie!  

A potem mialam ochote wziac dziecko za reke i powiedziec po polsku..."chodz corus, bo ta pani jest glupia!", ale sie powstrzymalam... 

...nie wolno sobie od poczatku pozwalac na "glupie" odruchy (sic!) 

 

 

Good souls come to the Island

bougenvilla.jpg

The last thoughts are...

I think that bad people come to our life so we could learn appreciating and taking care of those who are good. Pity they come to hurt, squeeze our tears, but it is also a part of shaping our personality.

Sometimes people have bad moments, but it doesn't mean we have to put them immediately to the "psycho" category. 

And people are so different. There are so many of them. They have big hearts, good intentions, deeply rooted sense of justice and humanity. And there are those who are pushy,  jealous, full of complexes, carrying on intrigues, insincere,,,double-faced too so it could take you a while to figure out who they really are.

Both good and bad come to the island.  

And recently, when I felt that something wrong is going on with people's actions, good souls flew into the island and chased  dark clouds away.

You sip a coffee under rustling bougenvilla putting no effort to have a simple chat. You do not have to pull someone's tongue. Conversation is warm, full of positive vibrations. Then you take a deep breath that you  will not stiffen up! After such meeting you do not have a feeling that someone just hit you straight into the face with a quite big brick!

Yes, I believe in a good aura of this island!

Z ostatnich przemyslen...

Mysle, ze zli ludzie pojawiaja sie w naszym zyciu po to, zebysmy uczyli sie doceniac i dbac o tych, ktorzy sa dobrzy.  Szkoda, ze sie pojawiaja, bo i narobia przykrosci, i lzy nam wycisna, ale to tez czesc ksztaltowania pogladow i naszego charakteru.

Czasami ludzie maja zle chwile, co nie znaczy, ze trzeba ich od razu przypisac do kategorii sajko.

A ludzie sa tak rozni. Jest ich tylu. Maja dobre serca, dobre intencje, gleboko zakorzenione poczucie sprawiedliwosci i czlowieczenstwa. I sa ci, ktorzy wszystko na sile, z zazdroscia, zakompleksieni, snujacy intrygi, nieszczerzy. ..i dwulicowi, wiec czasami zajmuje sporo czasu, zeby sie zorientowac w temacie.

I jedni i drudzy przylatuja na wyspe.  

I kiedy mnie taka ostatnio chandra dopadla, ze cos sie zlego dzieje z ludzkimi odruchami to przylecialy dobre dusze i przegonily czarne chmury.  

Siedzisz sobie na kawie pod szeleszczaca bougenvilla i rozmowa sie klei. Nie musisz czlowieka za jezyk ciagnac, emanuje cieplo i pozytywne wibrajce. I nagle lapiesz gleboki oddech, ze nie trzeba sie spinac. I po takim spotkaniu nie boli cie glowa jakbys wlasnie dostal sporych rozmiarow cegla prosto w twarz.

Wierze w dobra aure tej wyspy! 

Two camels & Hello Kitty

2013-07-01 16.59.54.jpg

Whau, time flies! It is again summer, but this time with "the heiress". Belly of a ripe watermelon size is no longer present, however, there is a vivid baby with an obsession to walk! She is absolutely in love with this particular activity.  

Trips to the beach take place as soon as we have some spare time. They always look like we are moving out of this beautiful island. A real pilgrimage! It is still good we do not have to travel with a pot (remembering that my dear E. used to do it with her offspring!). Though, a portable toilet seat has already been purchased. This seat is for the cases when we are not exactly surrounded by the pure nature (ups).

So we get off the car, parking strategically - not too far from the sand of the beach.

The first camel-grandma-comes out of the car and starts loading. Brown bag with bottle amuntition, boosters of baby biscuits, water and clothes to change, that is what it holds.  The same arm hosts a white linen bag with towels and sheet. On the other arm she puts another beach bag hidding plastic goods aiming to entertain our baby on the beach: bucket Lola, demonically pink rakes and if beach shovel then it's only of a yellow color! There are also, depending on our creativity, balls, inflatable fish or turtles, or colorful boats. Under her arm, camel grandma takes an umbrella that further on will be used as an element of "pole dance".

Camel-mother-takes over the child together with a baby raft of a pink color and Asian cat prints. This raft is pretty big. It has two holes for the feet and a steering wheel with a horn. Our baby is not really into this raft...why? Well, that is the case: no one really knows why! However, we still believe that Hello Kitty plays a significant role in taming with the sea and a realtively independent existence among sea waves. In general, Penelope prefers to lean on the arm or a part of my hip to spinning her steering wheel.

The good news is that there are also other camels- mothers who seem to drag all those toys. without any particular reason, while their children prefer digging holes in the sand and move seawater to those halls,usually with their hands. 

But as it's said in the mothers' world: "Just in case":) ..better be overloaded than sorry.


Dwa wielblady nie liczac Hello Kitty  

Ale ten czas leci. I znowu lato, tym razem z dziedziczka. Brzucha wielkosci dojrzalego arbuza juz nie ma, jest za do dziecina ruchliwa i maniakalnie zakochana w czynnosci zwanej chodzeniem.

Wyprawy na plaze uskuteczniamy jak tylko mamy wolna chwile, a wyglada to tak jakbysmy kazdego dnia wyprowadzaly sie z tej pieknej wyspy. Istna pielgrzymka. Dobrze, ze jeszcze sie z nocnikiem nie wozimy (co moja kochana E. kiedys praktykowala ze swoim potomkiem), ale przenosna deska klozetowa juz zostala zakupiona. Ta deska to tak na wszelki wypadek, kiedy nie jestesmy na totalnym lonie natury.

Wypakowujemy sie wiec z samochodu. Ustawienie strategiczne, zeby nie bylo za daleko od plazowego piasku.  

Z auta wynurza sie pierwsza wielbladzica - babcia i rozpoczyna ladunek. Brazowa torba z amunicja butelkowa, dopalaczami w postaci biszkoptow, woda i ciuchami na zmiane. Na to samo ramie zarzuca biala plocienna torbe z recznikami, przescieradlem. Na drugie ramie kolejna torba plazowa kryjaca w swych zakamarkach plastikowe dobra majace zabawiac dziecko na plazy: kubelek Lola, demonicznie rozowe grabki, jak lopatka to tylko zolta! Sa tez, w zaleznosci od naszej inwencji twórczej: pilki, dmuchane rybki czy zolwie lub różnokolorowe stateczki. Pod pache wchodzi parasolka, ktora w dalszej czesci programu posluzy jako element "tanca na rurze". 

Wielbladzica matka przejmuje dziecko i dmuchany ponton w kolorze roz z nadrukami Azjatyckiego kotka. Ponton jest sporych rozmiarow, ma dwie dziury na nogi i kierownice z klaksonem. Dziecko za tym pontonem srednio przepada, bo ...no wlasnie nie wiadomo, bo co? Ale wciaz wierzymy, ze Hello Kitty odgrywa znaczaca role w oswajaniu sie z morzem i wzglednie niezaleznym egzystowaniem dziecka na morskich falach. Generalnie Penelopa woli ramie i czesc biodra za oparcie, a nie krecenie plastikowa rozowa kierownica.  

Pocieszajace jest to, ze inne matki wielbladzice tez, wydaje sie,  bez sensu taszcza te wszystkie zabawki skoro dzieci preferuja jako zabawe kopanie dolkow w piasku i przenoszenie rekoma do tych dolkow wody morskiej. Ale jak to sie w swiecie matek mowi: "to tak na wszelki wypadek"..lepiej sie nanosic nic potem zalowac.